 |

|
Skonfederacić w dworkach zasiedziałych
Jarosław jot - Drużycki
23-07-2001
Kup tę płytę!
Poetyka xiędza Baki, muzyka dworska i ludowa, polska zaś niewątpliwie, słowem – sarmacki barok w akordach akustycznej gitary. Jacek Kowalski po wydanym kilka lat temu na kasetach Śpiewniczku Sarmackim niestrudzenie wciąga słuchaczów (słuchaczów, nie słuchaczy) w świat mitów i legend dawnej Rzplitej, a właściwie jednej, zapominanej już dzisiaj i przyćmionej wydarzeniami sprzed dwudziestu lat legendy Baru.
Dudarz konfederacki wprowadza słuchaczów w świat herosów, świat radości, dramatów i upokorzeń, świat doniosłych, zdecydowanych poczynań, kiedy “Ulejski lał za dwóch, a rąbał pan Zaremba”. Wyśpiewany zostaje mit początku, zadzierzgnięcia się wspólnoty, solidarnego działania. Chaos ustąpi miejsce kosmosowi. Ład powróci, a nagrodą jest wejście “tam gdzie nie wstąpi żaden łotr / a kacerz świństw nie miota / a katolicki święty Piotr / uchyla niebios wrota / bo tam prowadzi cnota”. Mit opowiadany jest w czasie świątecznym. Obchodzenie święta w kulturze tradycyjnej zmuszało do zwrócenie się ku przeszłości i czerpania ożywczych soków z “grobów naddziadów”. Potrzeba zaczerpnięcia ze źródła: tożsamości, prawdy i pewności – fundamentu, na którym wesprze się przyszłość.
Jacek Kowalski “stara się ciągnąć nić porozumienia pomiędzy twórczością naszych przodków a dzisiejszymi czasami; czyli jest bardziej pozytywny w myśleniu o przeszłości; ja – bardziej krytyczny” – stwierdził Jacek Kaczmarski i trudno nie przyznać mu racji. Kowalski bowiem nie bierze się za bary z tradycją, obca jest mu walka “Jakuba z Aniołem”, co z kolei determinowało twórczość Kaczmarskiego. Dialogizując z antenatami Kowalski – który śmiało kroczy ścieżką przetartą przez Rzewuskiego – przedstawia własną wersję i interpretacją narodowego eposu, czy nawet nadinterpretację (co w przypadku twórcy lepiej może ująć słowy licentia poetica), pełną subtelnej ironii, choć momentami na pograniczu paszkwilu i nie pozbawionego humoru komentarza. Bawi się stereotypami, przypisanymi “wadami narodowymi”, regionalizmami; bawi się i językiem, w którym śród barokowych stylizacyj pozostawił sporo miejsca dla kolokwializmu i współczesnego slangu. Owe połączenie “starożytności” z obecną dobą przypomina historie Gala Asteriksa, gdzie celowo przemieszane zostały rekwizyty z epok, wzmocnione elementami radosnej ksenofobii. Nie ma natomiast żółci do ówczesnych bądź dzisiejszych Polaków.
Ale także i w Pamiątkach Soplicy, i w Konfederacji Barskiej po Kowalsku wspomnienie zrywu z 1768 roku stanowi jedynie pretekst do snucia gawędy o ludziach i ich przypadkach. U Kowalskiego jest to oczywiście gawęda muzyczna, zmieniająca się niekiedy w pieśń dziadowską lub swawolny truwerski erotyk. A ludzie mieszkali, żyli, bili się i pili tu – miejsce można wskazać palcem. Kowalski zasmakował w miejscu, a co za tym idzie – w czasie, w tych dwóch dopełniających się wymiarach. Przypominam sobie, jak przed kilkoma laty mazowiecki chłop opowiadał mi historię o powstańcu styczniowym ściganym przez kozaków. Wyszliśmy potem na pole, a on wskazał mi ręką dokładnie którędy to kozacy w 1864 r. jechali. To samo zdaje się czynić Jacek Kowalski.
Zasmakowanie w miejscu (nb. wszystkie piosenki-gawędy śpiewane są wyraźnie z perspektywy wielkopolskiej, co słuchacza z Mazowsza może niekiedy drażnić – i drażni – ale jak na tę manierę reagują mieszkańcy Małopolski, którzy płytę tę wydali – nie mam pojęcia), czy w czasie to oikofilia (a może ekofilia?), to rozkoszowanie się Domem, Dworkiem. “Siedzę sobie w małym dworze, Boże! na pagórku śród gór (...) bo w tym dworze panny hoże (..) a za dworem chłopek orze (...) wszyscy w dobrym są humorze – jakże miły ten dwór.”
Jacek Kowalski i zespół Monogramista J.K., Konfederacja Barska po Kowalsku; Firma Menadżerska “Paganini” CD 004, Kraków 1998
|
Opinie czytelników Latarnika
|
Autor Data Adres |
Queen_Andzia (Gość Latarnika)
26-07-2001 16:47:25
212.75.100.---
|
|
no i dobrze ze takie fajoskie muzyki bierzecie na tapete, a nie tylo jakies łupu cupu
|
| |
|
|  |
|